Slideshow

Aby zobaczyć wybrane zdjęcia z pokazów prosimy o chwilę cierpliwości...

Podróżujący rodzice - Ola i Paweł Wysoccy , czyli cztery z 8 stóp.


Już w niedzielę pierwsze powakacyjne spotkanie Klubu Nomadów. Tym razem przez drogi i bezdroża Stanów Zjednoczonych Ameryki przeprowadzą nas Ola, Paweł, Kalina i Maciek Wysockich, czyli  8 stóp.Dziś specjalnie dla Klubu Nomadów odpowiedzieli na kilka pytań o rodzinnym podróżowaniu.

Od lat podróżujecie z dzieckiem. Kiedy i dokąd wyjechaliście w układzie „dwa plus” po raz pierwszy?

Dwa plus kawałeczek - w jedenastym tygodniu ciąży polecieliśmy do Gwatemali.
Dwa plus jeden jak Maciek miał cztery miesiące - do Izraela.
Dwa plus dwa jak Kalina miała trzy miesiące - na Dominikanę. 


Gdzie jeszcze wybraliście się razem – pytam o wyprawy w dalekie, jak i bliskie strony?
Jak Maciek miał dziewięć miesięcy wyprowadziliśmy się na prawie rok do Libii. W sumie nie powinniśmy tego liczyć jako wyprawy, bo po prostu tam mieszkaliśmy, ale reakcje niektórych ludzi były jak przy dalekich podróżach - "do Libii? Tak daleko? Z dzieckiem?". No i średnio co dwa miesiące lataliśmy do Polski więc mieliśmy okazję przetrenować latanie samolotem. 
Poza tym byliśmy na krótszych i dłuższych wyjazdach na Malcie, we Włoszech i Szwajcarii, w Londynie. Popełniliśmy też jeden wyjazd, pierwszy i ostatni raz w życiu - zdecydowanie nie jesteśmy targetem, last minute na Gran Canarię. Byliśmy też nad Polskim morzem a jak się urodziła Kalina to trzy tygodnie później wyskoczyliśmy na Mazury. Dotychczas naszą największą wyprawą była ta ostatnia - pół roku w Stanach.


Pamiętacie najtrudniejszą chwilę podczas podróży z dzieckiem? Co to było?
Z Maćkiem - byliśmy w Londynie. Maciek dostał zapalenia oskrzeli, co wtedy akurat zdarzało się średnio co dwa tygodnie. I gdy w środku nocy chcieliśmy go inhalować okazało się, że zapomnieliśmy adaptera do kontaktu. Na szczęście Londyn nawet nocą jest w miarę cywilizowany więc udało się kupić w jakimś nocnym sklepie. Inaczej byśmy wzywali karetkę.
Z Maćkiem i z Kaliną - niewątpliwie stresująca była nasza końcówka pobytu na Dominikanie, ale nie oszukujmy się, i bez dzieci byśmy się zestresowali. Nie mogliśmy dostać się na lotnisko gdyż huragan Sandy (wtedy jeszcze będący nie huraganem tylko bardzo ulewnym deszczem) spowodował wezbranie rzeki która zawaliła most na jedynej drodze w stronę stolicy.  (ciekawych odsyłamy TU)

Dla wielu osób dzieci plus podróże samo w sobie jawi się jako horror. A u Was?
Czasem bycie z dziećmi w domu jawi się nam jako horror - jedno marudzi drugie rozrabia....W podróży bywa tak samo ale na osłodę mamy fakt bycia w podróży. Natomiast spróbowaliśmy dwa razy, raz z samym Maćkiem raz z Kaliną i Maćkiem, wypoczywania stacjonarnego typu wczasy i to faktycznie był horror... Siedzenie na miejscu wymaga ciągłego planowania aktywności dla dzieci. Podróżowanie z dziećmi paradoksalnie jest, przynajmniej dla nas, dużo łatwiejsze.


Macie jakieś specjalne sposoby na podróżowanie całą rodziną? Jaką rolę w podróży odgrywają Wasze dzieci?
Staramy się planować podróże pod siebie, nie pod dzieci, pamiętając jednak, że z dziećmi podróżuje się wolniej. Raz na jakiś czas trzeba zahaczyć o jakiś plac zabaw, no i trzeba pamiętać, że dzieci muszą jeść, nie zawsze wytrzymają tyle co my w samochodzie, niekoniecznie będą szczęśliwe jeśli będziemy gdzieś lecieć 36 godzin z czterema przesiadkami ..... Kiedyś podróżowaliśmy szybciej, żeby jak najwięcej zwiedzić, zobaczyć, doświadczyć. Kiedy zwolniliśmy to okazało się, że pędząc nie zauważaliśmy wielu rzeczy: bez dzieci nie poszlibyśmy np do motylarni na Dominikanie, która nie dość, że była fascynującym miejscem sama w sobie, to jeszcze niesamowitą frajdę sprawiło nam patrzenie jak niesamowitą frajdę sprawiliśmy tym miejscem Maćkowi.
Dzieci pomagają też nawiązywać nowe znajomości, ludzie zupełnie inaczej odnoszą się do podróżujących z dziećmi. Kiedy byliśmy bezdzietni w zasadzie nie zawieraliśmy żadnych znajomości w czasie podróży, dzieci otworzyły nas na ludzi.


Wolicie wyjeżdżać z dziećmi czy sami?
Wolimy być piękni i bogaci.. A poważnie, to nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy zostawić dzieci na dłużej niż kilka dni, więc jeszcze przez kilka lat jesteśmy na nie skazani.


Gdybyście mieli w krótkich słowach zachęcić innych rodziców do podróżowania z dziećmi, co byście im powiedzieli?
Róbcie to co lubicie. Szczęśliwe dzieci to takie, które mają szczęśliwych rodziców. Nie zawsze jest łatwo - nie oszukujmy się, z dziećmi w domu też nie zawsze jest łatwo- ale zawsze warto. Przy tym bądźcie otwarci na kompromisy i pozwalajcie dzieciom ingerować w trasę i rozkład dnia. One będą miały poczucie wpływu na wyprawę, a wy być być może traficie do miejsc, o których nie zdawaliście sobie pojęcia, a was zafascynują.

 A kierunki, jakie moglibyście polecić na podróże z dziećmi. I w Polsce i za granicą?
Z Polską mamy problem, piękny to kraj tylko pogoda taka nieprzewidywalna. Ale jak już jest ciepło i nie pada to najbardziej lubimy Mazury.
A za granicą możemy polecić wszystkie miejsca, w których byliśmy. No, może z Libią się wstrzymajcie dopóki się sytuacja nie uspokoi...
Bardzo przyjemnie zwiedza się z dziećmi Stany, to bardzo wygodny kraj, dostosowany do zwiedzających w każdym wieku. Na Dominikanie z kolei wszyscy kochają dzieci, co też bardzo ułatwia i uprzyjemnia podróżowanie.
Przyjmujemy założenie, że póki nad głową nie świstają kule a przy uchu nie brzęczą malaryczne komary to na pewno się da.

 Na koniec – o czym opowiecie, co pokażecie w niedzielę?
Opowiemy trochę o naszej wyprawie do Stanów, o tym jak się do tej wyprawy przygotowywaliśmy, jak wyglądał nasz typowy dzień i jakie są plusy i minusy jeżdżenia z dziećmi, pokażemy też kilka miejsc, które najbardziej zapadły nam w pamięć, mamy nadzieję, że macie całą noc. A także do czego może służyć gejzer i dlaczego nie należy rzucać dzieci na pożarcie aligatorom:)

Zatem do zobaczenia na spotkaniu Klubu Nomadów!

Brak komentarzy: