Slideshow

Aby zobaczyć wybrane zdjęcia z pokazów prosimy o chwilę cierpliwości...

Podróżujący rodzice - poznajcie Asię i Tomka

Przedstawiamy kolejną rodzinę, która nie boi się rodzinnego podróżowania. Poznajcie Joannę i Tomka, rodziców dwuletniego Tymka, którzy rowerowo zwiedzali Podlasie w ostatnie wakacje. O swoich przygodach opowiedzą w najbliższą niedzielę na kolejnym już spotkaniu Klubu Nomadów. Mimo intensywnych przygotowań do pokazu znaleźli dla nas chwilkę, żeby opowiedzieć o swojej przygodzie z rodzinnym podróżowaniem.


Wspólny wyjazd na Podlasie nie był Waszym pierwszym. Kiedy pierwszy raz wyjechaliście wspólnie szukać przygód?

Tymcio miał wtedy koło miesiąca. Było upalne lato i wyjechałyśmy na wieś w okolicy Tarczyna. Asi rodzice mają tam skromny domek, bez bieżącej wody, ale za to ze studnią na podwórku. Tam spędziliśmy kilka dni. Tydzień później pojechaliśmy na ślub i wesele naszych bliskich znajomych, pod Kielce. W drodze powrotnej na jakiś czas wstąpiliśmy powspinać się podkieleckich skałach. Dłuższy wyjazd odbył się kiedy Tymek miał 10 miesięcy - zabraliśmy go na Słowację, w Sulovskie Skały. A kiedy miał rok zabraliśmy go w Beskid Niski, gdzie m.in. jeździliśmy z nim rowerem po górach. Od tej pory podróżujemy razem, chodzimy po górach, wspinamy się, jeździmy na rowerach, zimą wybieramy się wspólnie na biegówki. Wyjeżdżamy często, ale zwykle na krótko – dwa do pięciu dni.


Wasz przepis na sukces w przemieszczaniu się z dzieckiem?

Na początku bardzo nam pomagała chusta, potem nosidło ergonomiczne, a teraz wózek, czy przyczepka. Kiedy Tymek był wyrywany ze swojego rytmu, bo byliśmy na wyjeździe, mógł się przytulić i wyciszyć w chuście albo w nosidle, albo schować we własnej przestrzeni jaką była dla niego przyczepka rowerowa. Generalnie mamy taką zasadę podróżując z synem: stawiamy na aktywność plus poczucie bezpieczeństwa i minimum komfortu. Czyli musi być odpowiednia temperatura, żeby nie zamarznąć, dostęp do wody minimum co drugi dzień :) i w miarę higieniczne warunki (szczególnie ważne przy raczkującym dziecku). Kiedyś pojechaliśmy do schroniska pod Krakowem, w którym było bardzo brudno. Kapsle i pety na podłodze, a Tymek właśnie raczkował. Męczyliśmy się, bo nie można było go wypuścić. W przypadku dziecka starszego ważne jest dla nas zapewnienie mu małych przyjemności - szukamy ciekawych pojazdów, zwierząt,albo innych pasjonujących synka obiektów. Chodzi nam o to, aby nie tylko nasze potrzeby były zaspokojone ale także dziecka.


Tymcio nie stawia oporów, kiedy razem wyjeżdżacie. Lubi podróżować. Ma to we krwi?

Podróżowaliśmy od zawsze. Oddzielnie i razem, głównie po kraju, ale również po Europie. Naturalne było więc kontynuowanie naszych wyjazdów w trójkę. Ja kiedy czasem sama wychodzę na spacer, to mimowolnie patrzę na świat jego oczami, myślę o tym co by mu się spodobało. Oczywiście, podróżując z dzieckiem trzeba się liczyć z nieco bardziej skomplikowaną logistyką, tempo trochę zwalnia. Mimo to sporo jeździmy po Polsce, najchętniej w góry. Jeździmy tam, gdzie nie stoi się w kolejkach do atrakcji, gdzie nie ma tłumu chętnych do robienia zdjęć, tam gdzie jest cisza, spokój. Dlatego lubimy też wracać do Puszy Białowieskiej, mimo że teren jest tam raczej płaski. Szukamy miejsc nieoczywistych.


To co polecilibyście innym rodzicom?

W Polsce jest taka infrastruktura, że w zasadzie można jechać w każdym kierunku. A jak ktoś się boi spać na dziko, jechać w nieznane, to warto szukać miejsc specjalnie dedykowanych rodzinom z dziećmi, najlepiej poleconych przez znane nam osoby, bo niestety zdarzają się takie miejsca, które nie maja odpowiedniego klimatu. My lubimy spać pod namiotem, na dziko, tak żeby nikt nam nie świecił w oczy ani hałasował.


Wiele osób obawia się wyjeżdżania z dziećmi w nieznane, dzikie tereny. Wy się nie boicie, dlaczego?


Dla nas to naturalna aktywność. Nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy, po prostu wsiadaliśmy do samochodu i jechaliśmy. Nocujemy zwykle w agroturystyce albo pod namiotem. Tymcio jest zachwycony spaniem w śpiworze. Jak każde dziecko lubi być na dworze, obok czegoś nowego, przyrody. Interesuje go każdy kamień, szyszka, patyk. Z jedzeniem tez nie ma problemu, bo zwykle bierzemy gotowe, z domu albo jedziemy gdzieś coś zjeść. Zresztą dziecko na wyjazdach ma inne potrzeby żywieniowe. Na rowerach w wakacje Tymcio jadł mniej niż zwykle, najchętniej proste rzeczy jak jogurt i bułka. Podkarmiliśmy go po powrocie z wakacji. Tymek chodzi spać z nami, wstaje z nami, a jak potrzebuje to odsypia w wózku czy w przyczepce. Z myciem tez nie ma dramatu. Kiedy śpimy gdzieś na dziko jedną noc można przetrwać na mokrych chusteczkach. Na wyprawie rowerowej po Podlasiu mieliśmy ze sobą dziesięciolitrową girbę (rodzaj bukłaka), w której mieliśmy zapas czystej wody i która mogła działała jak mini-prysznic. Zabraliśmy też mały dmuchany basen dla dzieci, w którym od czasu do czasu organizowaliśmy dzieciakom kąpiele.


To przechodząc do pokazu – czego możemy się spodziewać w niedzielę? 

Opowiemy o ludziach, których spotkaliśmy, o przyrodzie, która nas zauroczyła, ale pokażemy też migawki z naszej wyjazdowej, czasem prozaicznej codzienności. Zdradzimy nasze sposoby na przebywanie z dzieckiem pod namiotem, na rowerach, w podróży.

Brak komentarzy: