Slideshow

Aby zobaczyć wybrane zdjęcia z pokazów prosimy o chwilę cierpliwości...

Prosto z drogi - Meksyk, czyli "pocztówka" od Agaty i Łukasza Jochemczyków

Kilka pokazów temu Agata z Łukaszem opowiadali nam o swojej pierwszej podróży z dzieckiem do Meksyku. Nie minęło wiele czasu i znów tam są. Tym razem w ekipie powiększonej o maleńką Tosię. W drodze nie zapomnieli o Klubie Nomadów  znaleźli chwilę, żeby opisać, jak "ugryźć" okolice nie z jednym, ale z dwójką dzieci. (ps. Agata pisała korzystając z lokalnej klawiatury. Staraliśmy się wyłapać braki "polskich znaków" ale...wybaczcie, jeśli gdzieś po drodze zgubiliśmy jakąś kropkę czy ogonek).








Basia i Alex zadali nam pytanie czemu znów ten region.   Oczywiście dlatego, że go lubimy :) i jak zawsze tradycyjnie lubimy go za kuchnię, folklor, krajobrazy, zabytki i ludzi, ale tym razem powody były bardziej prozaiczne. Nowy członek naszej rodziny, Tosia, wymusił na karmiącej mamie dietę bezglutenową (a także bezmleczno-bezjajeczną). Po kilku wpadkach w knajpach w Warszawie wiedzieliśmy, że "bezpieczna" Europa nie jest bezpieczna dla nas tym razem. Za to Meksyk i Gwatemala,  opierają swoją kuchnię na bezglutenowych kukurydzy i ryżu. Zazwyczaj też jedząc na ulicy widzimy, co jest dodawane do naszego dania, stoimy koło "kucharza" i możemy decydować o tym, co znajdzie się w naszej potrawie. Nie bez znaczenia było też to, ze znamy ten region i wiemy, czego się spodziewać - czuliśmy się wiec bezpiecznie (no dobra, w miarę bezpiecznie :) wyruszając w podróż z prawie czteroletnim Wojtkiem i pięciomiesięczną Tosią.

Meksyk to ogromny kraj, do tej pory zwiedziliśmy jedynie jego fragment i dopiero zaczynamy doceniać ogromne różnice jakie istnieją między poszczególnymi stanami. Tym razem chcieliśmy też przeznaczyć czas na wizytę w Gwatemali, ale okazuje się, że w Gwatemali zakochaliśmy się jeszcze bardziej i większość naszej podróży spędzimy tutaj.


Z punktu widzenia podroży z  oba kraje są bezproblemowe. Dostępne są wszystkie podstawowe produkty dla dzieci (choć warto zwrócić uwagę na skład słoiczków, które są dużo bardziej "wzbogacone" niż u nas). W Gwatemali dostępny jest Gerber i Hellmanz (tak, ten od majonezu :) w Meksyku najczęściej Gerber, ale składy różnią się między krajami na niekorzyść Gwatemali. Warto obejrzeć wcześniej strony producentów i zdecydować, co ewentualnie chcemy zabrać - lub czy chcemy gotować na miejscu.

Dzieci nie płacą w środkach lokomocji, jeśli mają siedzieć na kolanach, ale jeśli chcemy, wykupujemy dla nich miejsce i należy się im ono jak psu micha. Mówimy tu jednak o transporcie pierwszej i drugiej klasy, a nie o najczęściej wykorzystywanych przez lokalsów w Gwatemali "chicken busach". Na te, za radą gwatemalskich znajomych, postanowiliśmy się w tej podroży nie decydować na dłuższych dystansach . Przepłacamy wiec za transport okrutnie ;)


Nie ma problemu z "dorosłym" jedzeniem dla dzieci. Mimo iż stereotypowo jedzenie meksykanskie jest ostre, to jednak w większości przypadków o poziomie ostrości decyduje się samemu, dodając lub nie, dostępne sosy. Im bardziej na północ tym większa szansa na danie doprawione na ostro samo w sobie. W Gwatemali o ostre trzeba się postarać. Ponieważ w obu krajach dzieci jest dużo, to często trafiamy na niespotykane u nas udogodnienia. Rzadziej niż u nas zdarzają się np. problemy z przewijaniem. 

Każde z tych państw jest bardzo zróżnicowane wewnętrznie jeśli chodzi o klimat i temperaturę, więc można dobrać pogodę do wieku i możliwości dzieci. My jeździmy tam zawsze w lutym/marcu, co oznacza porę suchą na południu, wiosnę na północy (w Gwatemali pora sucha kończy się kolo kwietnia, zaczyna znów kolo listopada, ale wtedy jest jeszcze szansa na huragany). Tym razem odpuścimy sobie plażowanie nad oceanem, bo wybrzeże południa Meksyku i Gwatemali są za gorące dla półroczniaka, ale gdybyśmy pojechali na północ od Mexico City, w kierunku Guadalajary i Puerto Vallarta, moglibyśmy liczyć na świetne plażowanie. San Cristobal de las Casas dla odmiany "wieje chłodem", i choć wiedzieliśmy o tym wcześniej i byliśmy na to przygotowani, to jednak uciekliśmy stamtąd dość szybko. Gwatemalskie wyżyny okazały się idealne. W ciągu dnia temperatura "tiszertowa", wieczorem mniej lub bardziej chłodno, zależnie od dokładnej lokalizacji.

Minusem tego regionu z punktu widzenia dzieci jest duże zanieczyszczenie powietrza - Mexico City przekracza czasem nawet możliwości dorosłych, wiec staramy się nie być tam zbyt długo. Ale każde większe miasto, które przemierza się chodnikiem wzdłuż zakorkowanej ulicy, da popalić. Oczywiście trzeba zachować tu podstawowe środki ostrożności: nie zostawiać dzieci bez opieki, i pamiętać, że na drodze to samochody mają pierwszeństwo - przejście tu przez ulice to nie taka kaszka z mleczkiem jak u nas.

Jeśli chodzi o porównanie tego wyjazdu do innych, czy tez Meksyku do Gwatemali, trudno nam to ocenić, gdyż pierwszy raz podróżujemy w czwórkę i pierwszy raz aż przez miesiąc. Mamy czas aby zostać dłużej tam, gdzie nam się podoba, a kiedy "nie ma chemii", to zmieniamy miejsce, bo nasz plan może dużo zmieścić. - na przykład 5 dni kursu hiszpańskiego w Quetzaltenango :) 

Nie wdrapujemy się na wulkany, choć bez dzieci pewnie to właśnie byśmy zrobili w Gwatemali :) za to mamy czas żeby poznać lokalne zwyczaje  "taking it easy". Krotko mówiąc - podoba nam się. Znów nam się podoba w tym regionie świata :)

Więcej o podróży Agaty, Łukasza, Wojtka i Tosi znajdziecie TU

Brak komentarzy: